PRIMER GLINKOWY ANNABELLE MINERALS

PRIMER GLINKOWY ANNABELLE MINERALS

Cześć!
Markę Annabelle Minerals pewnie zna większość z Was:) ja poznałam tak myślę, że około rok temu. W sklepie stacjonarnym zostałam obdarowana dwiema próbeczkami podkładów :) jeden matujący i jeden rozświetlający. O dziwo próbeczki starczyły mi na bardzo długo :)

Póżniej stopniowo poznawałam kolejne produkty... ale dziś napiszę o primerze glinkowym, do którego długo się czaiłam... i dzięki Annabelle Minerals mogłam wreszcie produkt przetestować.

Primer występuje w identycznym opakowaniu jak podkłady i róże. Opakowania są naprawdę fajnie. Ubolewam tylko, że po jakimś czasie srebrny napis się wyciera. Ale to mankament natury estetycznej, co nie ma wpływu na jakość produktu - wiadomo. Każdy ma jakieś tam swoje zboczenia. Ja nie lubię zniszczonych opakowań kosmetycznych.



W ogóle też nie mogę nie wspomnieć, że "annabelki" przychodzą pięknie i estetycznie zapakowane w białe tekturowe tuby, nic się nie niszczy w transporcie, a tuby można do czegoś wykorzystać - np dziecko ma radochę albo ja wykorzystuję na koraliki do biżuterii :)

Na początek trochę od producenta:

Mineralny primer Pretty Neutral od Annabelle Minerals jest idealną bazą dla makijażu. Zapewnia skórze perfekcyjny mat, przedłuża trwałość podkładu oraz pomaga w walce z niedoskonałościami. Satynowa formuła nadaje cerze matowej elegancji. Zawartość glinek: białej, zielonej oraz czerwonej delikatnie pielęgnuje skórę, dostarczając jej niezbędnych składników takich jak: żelazo, magnez, cynk, wapń, mikroelementy oraz sole minerale. Produkt dedykowany jest do wszystkich rodzajów skór, szczególnie tych wrażliwych, problematycznych, przetłuszczających się oraz z przeznaczeniem do makijażu skóry po zabiegach kosmetycznych.
Primer nie pozostawia smug, ani plam, idealnie łączy się z cerą. Nie zmienia koloru podkładu, ponieważ po nałożeniu na skórę staje się transparentny.  Może być stosowany również jako puder wykończeniowy. Primer Pretty Neutral jest niewyczuwalny na skórze, nie zapycha porów, nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry.
Dzięki zastosowaniu naturalnych składników (mika, delikatne glinki) primer jest antyalergiczny i nie wywołuje podrażnień.

Opakowanie zawiera 4 g produktu. Wygodny, zamykany pojemniczek z sitkiem zapobiega wysypywaniu się produktu. Primer ma postać pudru glinkowego.
Składniki: Illite, Mica, Kaolin

APLIKACJA PRIMERA
Primer Annabelle Minerals Pretty Neutral nakładamy dedykowanym do tego pędzlem flat top, aplikując go na całą twarz, ze szczególnym uwzględnieniem strefy T, czyli czoła, nosa i brody.
1. Wysyp odrobinę pudru na wieczko.
2. Nabierz puder pędzlem, przyciskając go delikatnie do powierzchni kosmetyku znajdującego się na wieczku;
3. Otrzep nadmiar pudru o brzeg dłoni;
4. Puder rozprowadzaj po twarzy stemplując skórę i lekko wcierając w nią kosmetyk, dzięki czemu unikniesz nierówności i otrzymasz równomierną warstwę na skórze; 
Jeśli uzyskany efekt będzie dla Ciebie zbyt subtelny, czynność powtórz.



PRIMER GLINKOWY ANNABELLE MINERALS - MOJA OPINIA, CZY WARTO?  

 

Primer ma postać beżowego proszku, tak jak podkłady mineralne. Po nałożeniu na skórę jest kompletnie niewidoczny. Ja go stosuję na całą twarz, także na powieki. 
Szczerze to już nie za bardzo wyobrażam sobie makijaż mineralny bez mojej "glinki".

Primer zapobiega nadmiernemu świeceniu, nie znaczy, że robi na niej sztuczny mat, ale przetłuszczanie skóry jest zdecydowanie mniejsze.
Jest produktem 2 w 1, nakładać go można przed nałożeniem podkładu a także po, jako wykończeniowy. Ja czasami poprawiam po kilku godzinach makijaż, to kilka razy przeciągnę pędzlem i od razu twarz lepiej wygląda. 

Polecam go cerom problematycznym, jest naprawdę ultradelikatny. W moim odczuciu ma także działanie gojące i uspokajające cerę. 

Primer ma bardzo delikatną konsystencję, jest porządnie zmielony, przez co w ogóle nie wyczuwalny na skórze. 

Moje drogie, uznacie, że ja tylko zachwalam i zachwalam na tym swoim blogu. Nie. Po prostu staram się testować dobre produkty i od razu spieszyć do was z opinią. Naprawdę nie chce mi się pisać o czymś co mi kompletnie nie pasowało.

 

ZALETY UŻYWANIA GLINKOWEGO PRIMERA ANNABELLE MINERALS


Dzięki primerze AM wasza skóra będzie:

- zdrowsza
- makijaż utrwalony
- zmatowiona
- a kieszeń wdzięczna bo zamiast bazy i wykończeniowego pudru, macie i to i to w jednym produkcie



Jestem wielką fanką polskich firm i tu kibicuję w dalszy rozwój Annabelle :) bardzo dobrej jakości produkty za naprawdę rozsądną cenę. 

Z czasem mogły by dojść kosmetyki do ust, oj nie pogniewałabym się wcale :D

Używałyście takiego o to primera?

  TUTAJ bezpośredni link do produktu.  

Co sądzicie o takim sposobie utrwalania makijażu?


BOTOKS CZY WARTO?

BOTOKS CZY WARTO?

Wyszłam niedawno z kina. Mam setki myśli na minutę, po tym co obejrzałam. To film, który wzbudza emocje. Film, który nie jest ciepłym kluskiem. To film, na którym miałam skurcze w brzuchu. Co o nim myślę? Cóż - dużo! Zapraszam do mojej prywatnej opinii.

zdj: fp Patryka Vegi


Początek filmu to dawka czarnego humoru, sala pękała ze śmiechu. Myślę, że takie akcje dzieją się i ratownicy medyczni widzą dużo a nawet jeszcze więcej i przedmioty w d... to codzienność.

Duży nacisk Vega położył na temat aborcji - myślę, że jest to temat potrzebny w edukacji społeczeństwa. Każda zapłodniona komórka jajowa to już istota ludzka, tylko, że jeszcze prosta. 

Dobrze pokazane były momenty ile kobiet decyduje się na aborcję z powodu wad płodu. Fałszowanie daty ostatniej miesiączki i inne przekręty szpitalne to codzienność. 

Czy Vega przerysował temat paprania roboty w szpitalach? Nie! Vega pokazał ułamek tego co się dzieje. Korupcja są na porządku dziennym, liczy się hajs nie pacjent. Takie są fakty, tylko osoby, które w jakiś sposób się z tym identyfikują czują się mocno dotknięte.

Fala krytyki która się wylewa na Vegę to nic innego jak to, że nagle ktoś bez skrępowania pokazuje to co jest spieprzone i wyciąga to na światło dzienne. 

Czym się różni zabijanie urodzonego dziecka od nienarodzonego? Niczym! Morderstwo to morderstwo i nie ważne czy to 10 tydzień ciąży czy dziecko już narodzone. Jedynym odstępstwem jest dla mnie zagrożenie życia matki. Co do aborcji z powodu gwałtu - to już bardzo wrażliwy temat i tego nie chciałabym rozstrzygać. Boli mnie jednak zabijanie nienarodzonych dzieci.

Abortowane dzieci umierają po kilka godzin w blaszanych miskach, myślicie, że one nie czują? Oczywiście, że czują. Okrucieństwo ludzi jest gorsze niż zwierząt. Zwierzęta zabijają się aby przeżyć, aby zdobyć pożywienie. Ludzie to egocentryczni hajsowicze, dla których się liczy wygodne życie, pełne dóbr materialnych.

Świat fiksuje,  a Vega chciał o tym głośno powiedzieć.
Tak łatwo się ocenia postać Vegi, bo ma swoją przeszłość - tak, ma i o tym bez skrępowania opowiada. Opowiada jak mu się przewartościował świat w jednej chwili. Jak życie stanęło pod znakiem zapytania i co teraz? Jak żyć?

Jestem zaskoczona, rozemocjonowana i pełna podziwu. Patryku Vego zrobiłeś kawał świetnej roboty. W dosadny sposób pokazałeś patologie, które są akceptowalne w środowisku medycznym. Lekarze są wypaleni i jedyne co ich trzyma to pieniądze.

Możesz zaprzeczać i nie zgadzać się, ale na ilu lekarzy w swoim życiu trafiłeś z powołania i takich którzy Ci rzeczywiście pomogli? Nie zwalaj wszystkiego na system. To ludzie kreują rzeczywistość. 

Jestem dumna, że Vega potrafi być na tyle otwarty aby robić filmy, które mogą mieć wpływ na widza. Jeżeli chociaż jedna kobieta zrezygnuje z aborcji albo zacznie o tym myśleć w inny sposób - jest to niewątpliwy osobisty sukces Vegi. 

Film nie jest absolutnie żenujący, jest mocny. Przerywniki z czarnym humorem są jak najbardziej potrzebne aby trochę widza rozluźnić. 

Były momenty w których spinałam wszystkie mięśnie i były w których chciało mi się płakać..by potem znowu się śmiać. Niesamowita gra na emocjach. 

Niektóre sceny były dla mnie bardzo bolesne jako kobiety. Każdy ma inną wrażliwość. Ja oglądałam z niedowierzaniem z jednej strony ale z drugiej, z poczuciem, że to prawda, a może nawet jest jeszcze gorzej.

Rewelacyjne kino - nareszcie coś się ruszyło w naszej rodzimej kinematografii. Żałosne komedie albo filmy alternatywne do mnie nie przemawiają, zwykle są o niczym. Można na nich zasnąć.

Vega tworzy kino pełne pasji, inspiruje się prawdą i ta prawda daje mu natchnienie!

Genialne role aktorów. Widać tylko niektórzy w naszym kraju kochają grać dobre kino. 

I zgodzę się, że nie jest to film dla kobiet w ciąży, odradzam moje drogie kochane kobiety - poczekajcie na narodziny i potem zasiądźcie do filmu. 

BRAWO!!!






STREFA ZMIAN IV - RELACJA PO MOJEMU ;)

STREFA ZMIAN IV - RELACJA PO MOJEMU ;)

Wreszcie, nareszcie piszę dla Was relację z Konferencji Strefa Zmian. Jak się tam znalazłam, co mi dała i czy pokuszę się na następną edycję?




Wejściówkę na konferencję zdobyłam przypadkiem... a może wcale nie ma przypadków, nie wiem, po prostu wygrałam ją na fejsowym konkursie u jednej z prelegentek.

Kompletnie nie wiedziałam, czego ma się spodziewać, ale jedno było pewne, wiedziałam, że będzie tam Kamila - moja bratnia dusza ;) ta cudowna kobieta poniżej to ona :)


Kamila jest wizażystką i nie tylko :) zapraszam na jej stronę Milka Giemza. Można by o nie pisać długo, ale dziś tematem jest konferencja, na Kam skupimy się kiedy indziej, nawet poczyniam pewne plany co do tego ;)

Organizatorką tego wszystkiego jest Jadzia - Jadwiga Korzeniewska Laboratorium Zmieniacza. Myślę, że trzeba mieć w sobie dużo pasji i chęci aby organizować coś takiego. Jeszcze dobrze się nie poznałyśmy, ale mam nadzieję, to nadrobić, bo wydaje się ciekawą osobą z jeszcze ciekawszą osobowością :)



Ale do rzeczy bo znowu będę rozkminiać na tematy poboczne :)

Konferencja dotyczyła życia osobistego, to znaczy takich jego aspektów, z którymi np. mamy problem i nie możemy sobie poradzić albo to co chcemy w sobie wzmocnić, pozbyć się, nabrać motywacji i wiele wiele innych.

Konferencja została mądrze przemyślana, bo był podział na strefy. I powiem szczerze, że ciężko było się zdecydować, bo chciałoby się być na tych wszystkich wykładach i wystąpieniach.

Absolutnie ale to absolutnie podobało mi się wystąpienie Alicji Lewandowskiej, którą miałam okazję osobiście poznać i porozmawiać. Cudowna i wspaniała ale też mądra kobieta, które porażki z życia osobistego zamieniła na sukces. Sukces, którym się chętnie dzieli i wspiera inne kobiety, m.in. pomaga zrozumieć genezę toksycznych związków.


Alicja Lewandowska jest naprawdę inspiracją, dla mnie z pewnością. Sama byłam w toksycznym związku i bardzo dobrze wiem o czym mówi. Napisała książkę, którą z pewnością kupię, która pogłębi moją wiedzę i świadomość.


A to zdjęcie jest dla mnie zabawne :) rozczochrane włosy i śmieszna mina... ale co tam. Na każdym wykładzie było ogrom kobiet i nawet kilku panów :) jak widać nie tylko kobiety chcą się rozwijać.

Bardzo chciałam posłuchać Kasi Grządki z Trening na bosaka - której filmy odpalam na yt i sobie spokojnie ćwiczę w zaciszu domowym. Kasia robi kawał dobrej roboty. A jednocześnie wydaje się bardzo subtelna i kobieca, wręcz eteryczna :)


Ostatni wykład prowadziła Kamila Bogucka, silna i charakterna w moim odczuciu kobieta, która walkę z Hashimoto postanowiła zamienić w coś co pomoże innym z tą chorobą to raz, a dwa mówiła co dało jej bieganie, jak ją wzmocniło. Inspirujący wykład, dający mocy do działania.
To dzięki Kamili mogłam uczestniczyć w konferencji - Kamilo dziękuję :)



A na koniec okazało się, że wygrałam warsztaty u Marty Iwanowskiej - Polkowskiej, z czego się ogromnie cieszę, bo wydaje się fajną wyluzowaną ale jednocześnie dążącą do celu kobietą :)


Zakupiłam też książkę Justyny Krawczyk, o której wcześniej nie słyszałam, ale robi takie pozytywne wrażenie, że nie było innej opcji... jestem w trakcie czytania, jak przeczytam napiszę czy warto kupić :)

Mimo cholernego bólu gardła dotrwałam do końca, sporo wyciągnęłam dla siebie, bo przecież o to chodziło. I co mogę powiedzieć. Moje drogie kobiety - polecam. Raz, że dostaniesz motywację do tego co chcesz zmienić w sobie czy swoim życiu, dwa, że poznasz świetne kobiety, które Cię zainspirują.

Zdjęcia zrobiła genialna Joasia - Joanna Pawlikowska Photography. Mówię wam, jej sesje kobiece są absolutnie boskie! I wiem co mówię :)

DELIKATNY MAKIJAŻ MINERALNY LILY LOLO

DELIKATNY MAKIJAŻ MINERALNY LILY LOLO

Kosmetyki mineralne od wielu lat mają swoje zwolenniczki i przeciwniczki. Jedni mówią, że nie da się zrobić kosmetykami mineralnymi porządnego makijażu. Inni, że szybko się ściera, że wysusza, że podkreśla skórki...

Co kobieta to opinia. Myślę, że w kwestii kosmetyków mineralnych oraz makijażu, dużo zależy od tego czy dobrze dobieramy formułę kosmetyku do naszej cery, oraz co nakładamy na twarz przed nałożeniem takiego makijażu.

Poniżej przedstawiam makijaż wykonany głownie kosmetykami Lily Lolo ze sklepu Costasy...
Jak mi się nosi taki makijaż, czy jest on trwały, jak wygląda po całym dniu pracy?
Jesteście ciekawe, to zapraszam do czytania...


Makijaż wykonałam kosmetykami z poniższego zdjęcia...


Podkład mineralny In The Buff - fajna formuła, nie jest mocno kryjący więc do cery mocno problematycznej niezbyt się będzie nadawał. Lekki, na mojej skórze nie powoduje przetłuszczania - hurra!!!
Odcień lekko żółtawy, nie nada się cery o chłodnym zabarwieniu. Kiedy dostałam przesyłkę byłam przerażona, że jest za ciemny i za pomarańczowy, jednak świetnie stapia się z cerą, choć idealnie będzie wyglądał do cery lekko opalonej niż bladej. Bardzo fajny podkład, przyjemny, nie podkreśla porów ani suchych skórek.

Róż mineralny Ooh La La - Przepiękny odcień różu, intensywny, ale nie można sobie zrobić nim krzywdy. Bardzo ładnie się rozciera, nie robi nieestetycznych smug. Jedyny minus to trwałość, liczyłam, że lepiej będzie się utrzymywał na twarzy.

Naturalny tusz do rzęs Lily Lolo  - jestem pod wrażeniem! Wow i szacun w jednym. Świetny tusz, wreszcie normalna szczoteczka, a nie jakiś wymyślny i badziewny silikonowy twór. ładnie podkreśla rzęsy, nie odbija się na powiece nawet po całym dniu. Będę na pewno ogromną fanką, w zasadzie to już jestem.

Pędzel Super Kabuki - co za milusiński pędzel :) fajnie się nim rozprowadza podkład, włosie jest bardzo bardzo delikatne. I co ważne - nabiera taką ilość podkładu, że nie da się nim nałożyć zbyt grubej warstwy. Polecam!


Podsumowując.. kosmetyki Lily Lolo ostatnio używam praktycznie codziennie, na zmianę z innymi minerałami :) Nie stosuję już podkładów czy róży drogeryjnych, pokochałam minerały po raz drugi. Pierwszy raz się z nimi zetknęłam na portalu wizaż.pl kiedy z dziewczynami zamawiałyśmy minerały i pędzle z USA, jeden z pędzli do dziś mi służy i ma się całkiem dobrze. Mam nadzieję, że Super Kabuki będzie równie trwały bo się z nim bardzo polubiłam. Jest delikatny dla mojej cery.

Minerały to bardzo wydajne kosmetyki, taki podkład czy róż starczy na o wiele dłużej niż podkłady drogeryjne czy prasowane. To samo tyczy się przydatności do użycia. Teoretycznie mają zapis do kiedy należy zużyć kosmetyk, jednak praktycznie można sobie używać ponad 2 lata i dłużej i nie wyrządzi nam krzywdy.

Jeśli się zastanawiasz czy zacząć stosować kosmetyki mineralne czy nie, to ja Ci odpowiem, że tak. Od czasu kiedy do nich wróciłam, moja cera jest mi wdzięczna. Nie wyskakują praktycznie żadne niespodzianki, najwyżej spowodowane jakimiś wahaniami hormonów, ale na to co innego ma już wpływ.
Cera też wygląda na bardziej wypoczętą i jest dotleniona, pory nie są zapchane.

Jestem bardzo wdzięczna za możliwość przetestowania kosmetyków ze sklepu Costasy :) 



Moje drogie a Wy znacie minerały Lily Lolo?


KUP UKOCHANEJ TAKIE ŻELAZKO! PHILIPS PERFECTCARE ELITE PLUS

KUP UKOCHANEJ TAKIE ŻELAZKO! PHILIPS PERFECTCARE ELITE PLUS

Od czasu do czau biorę udział w projektach z platformy trnd.
Udało mi się przetestować żelazko marki Philips, co prawda tylko przez określoną ilość dni ale uwierzcie mi jak nienawidziłam prasować, tak teraz to nawet toleruje :)



Cała maszyneria jest dość spora i ciężka, dobrze aby miała swoje miejsce, bo noszenie w to i z powrotem byłoby dość uciążliwe. Sama stopa prasująca już jest w miarę ok. Jest zdecydowanie cieńsza, niż standardowe żelazka.
Nie ma pokrętła... dlatego, że w tym żelazku nic nie musimy ustawiać. Żelazko prasuje na parę. To nawet bardziej taki steamer.
Ale ogromną zaletą tego żelazka jest to, że rzeczywiście brak ustawienia temperatury ma sens, ponieważ prasujemy len, jeans, jedwab czy też materiały sztuczne jak wiskoza, poliamid w jednej temperaturze. To za sprawą pary nie musimy już się obawiać, że coś przypalimy.
Żelazko nie wyświeca ubrań, garnituru nie musimy już prasować przez chusteczkę. Nasze ekstra sukienki możemy prasować w pionie!



Najcudowniejszym odkryciem było prasowanie męskich koszul, po prostu prasowałam je na wieszaku parując rękawy i przód, a para pod ciśnieniem przechodząc przez tkaninę, wszystko fajnie wygładza. Prasowanie 5 koszul zajęło mi 10 minut! To niesamowite ale prawdziwe!

Cóż żeby nie było kolorowo to pierwszym czynnikiem który odrzuca jest cena - ok 2000 zł to lekkie przegięcie, ja rozumiem desing, marka, reklama - ale bez przesady!

Minus numer dwa, to że cholernie łatwo można się poparzyć. Gdy prasujemy na desce i para buchająca spod stopy prasującej wyjdzie bokiem, a mamy tam palce, to katastrofa gotowa. Ja sparzyłam sobie mocno kciuka i nie należy to do przyjemnych doznań. Zaczerwienienie zeszło ale skóra w poparzonym miejscu jak u staruszki.

Czy polecam?

Dobre pytanie... tak, jeśli nas stać to rzeczywiście dobra opcja, szczególnie jeśli rodzina jest liczniejsza.. opcją jest też zakup na raty. 

Prasowanie jest dużo dużo szybsze, zagniecenia po prostu momentalnie się rozprostowują i jak to zwykle pod koniec tygodnia jest wielkie pranie, tak potem jest wielkie prasowanie. Tyle, że nie jest ono tak upierdliwe jak kiedyś, bo nawet sterta prania szybko znika. Zawsze możemy sobie umilić czas pyszną kawką, lub co tam kto lubi. Sobota to dzień mopa ale można odnaleźć przyjemność przy szklaneczce czegoś dobrego... i sunięciu po materiale. Taka rozgrzewka do ciekawszych czynności haha :)


A tym czasem... namawiajcie swoich mężów, niemężów, narzeczonych, chłopaków - że jak chcą mieć uprasowane koszule niech wyskakują z takim sprzętem co podoła i nie marudzą... mogą się obyć bez nowej PS czy radia ;)


A Wy moje drogie chciałybyście takie cudo?



KUBECZEK MENSTRUACYJNY - WRAŻENIA PO KILKU MIESIĄCACH

KUBECZEK MENSTRUACYJNY - WRAŻENIA PO KILKU MIESIĄCACH

Witajcie!
Od razu zaznaczę, że jeśli płeć męska poddczytuje, to niech sobie daruje dzisiejszy wpis.
Będzie o sprawach kobiecych - chyba, że jesteście cudownymi i wyrozumiałymi mężczyznami i chcecie bardziej zrozumieć kobiety ich naturę to zapraszam :)

Dziś będzie mowa o kubeczku menstruacyjnym.

Do niedawna kubeczek menstruacyjny był niezłym dziwactwem i wynalazkiem. Pierwsze informacje o nim znalazłam przeszło rok temu, czytając blog dziewczyny o diecie paleo. Miała też wpisy o podpaskach wielorazowych, które wtedy wydawały mi się obrzydliwe i właśnie o kubeczku. Była to wtedy dla mnie totalna nowość i trochę nie mieściło mi się w głowie, że przepraszam jak to? Coś się tam wkłada, jakiś zbiorniczek?



KUBECZEK MENSTRUACYJNY LUNETTE


Dzięki uprzejmości drogerii ekologicznej mogłam powyższy kubeczek przetestować.
Podając wszelkie istotne informacje aby dobrać kubeczek, zaproponowano mi model 2 od Lunette.
Kubeczek produkują w Finlandii. Posiada wszelkie certyfikaty bezpieczeństwa aby nam nie szkodził.

Ale do rzeczy jak to jest z tym kubeczkiem?

Ten ma akurat wymiary:
średnica - 41mm
długość kubeczka - 52mm
długość łodyżki - 20mm
pojemność - 30ml

Dostałam go w pudełku, w którym znajdował się także woreczek, pasujący kolorem do kubeczka. Dostałam żółty, cóż trochę się zawiodłam, nie cierpię żółtego w przedmiotach i jakichkolwiek dodatkach. Musiałam przymknąć oko, w końcu po założeniu nie będzie go widać.

Po wyjęciu z opakowania wydawał się jakiś taki wielki. Lekko się przeraziłam. No ale jak testy to testy. Jedziemy z koksem :)

Do testów podchodziłam z wielką obawą. Stres był w tym wypadku ogromny i naprawdę ogromnie się bałam. Może to irracjonalne ale tak właśnie było.

Podczas pierwszego cyklu miałam ogromne problemy z założeniem tego ustrojstwa, ciągle coś było nie tak. Tylko w pozycji leżącej było ok. A z tego co już wiedziałam, nie powinno się czuć go w ogóle!

Obcięłam tą łodyżkę, potem jeszcze i jeszcze aż zlikwidowałam ją całkowicie. Było lepiej, ale to nie to.

I tak przez ok 4 cykle testy kubeczka trwały, raz go nakładałam, potem używałam innych metod. Nie potrafiłam używać tylko kubeczka i być w pełni zadowolona.

W nocy sprawdzał się naprawdę rewelacyjnie, nic nie przeciekało, super czysto. Ale jak się dowiedziałam, podczas spania i ogólnie pozycji leżącej szyjka się układa tak, że kubeczek nie powodował u mnie żadnego dyskomfortu.

W czym tkwił problem, że ciągle go jednak nadal wyczuwałam? Po dość obszernej korespondencji z drogerią ekologiczną, okazało się, że moja budowa jest taka a nie inna i akurat ten model niestety jest za długi i będę go ciągle wyczuwać. Po prostu moja szyjka jest bardzo nisko i powoduje to dyskomfort. Bo wszystko inne było naprawdę w porządku.

Nauczyłam się go poprawnie zakładać, nic nie przeciekało a on nadal trochę był wyczuwalny i zsuwał się w dół. Wkurzało mnie to strasznie ale pozostało się przyzwyczaić albo zmienić model.

Na chwilę obecną gdy się nagimnastykuję aby go podsunąć wyżej i ułoży się w miarę poprawnie, jest dobrze. Jednak przy zmianie pozycji, czasami przy siadaniu potrafię go wyczuć i nie jest to fajne uczucie. Dlatego mam zamiar nabyć inny model, który mam nadzieję, że będzie dużo dużo lepszy, a przede wszystkich bardziej mi odpowiadający.

Gdyby nie to, że mam taką a nie inną budowę i gdybym go nie czuła kompletnie to moje drogie, kubeczek to świetna sprawa, nie ma czego się bać. Trzeba go tylko bardzo dokładnie dopasować pod względem twardości oraz obfitości krwawienia i naprawdę porządnie zmierzyć na jakiej wysokości znajduje się nasza szyjka.Są to bardzo ważne informacje, które pozwolą dobrać pracownikom drogerii idealny dla nas kubeczek. Może się zdarzyć tak, że nie zawsze trafimy na swój ideał za pierwszym razem, ale uwierzcie jak dla mnie kubeczek to tyle plusów, że będę testować aż znajdę ten jedyny :)



PLUSY STOSOWANIA KUBECZKA MENSTRUACYJNEGO


- wygoda (jak się już nauczymy go "obsługiwać")
- nie wytwarzamy śmieci
- dbamy o siebie naturalnie (podpaski i tampony te nie ekologiczne są bielone chlorem i bardzo szkodliwe dla nas, o czym producenci nie informują - czy widziałaś kiedyś na opakowaniu podpasek skład? No ja też nie!)
- można go założyć przed terminem miesiączki, bez przykrych niespodzianek
- widzimy ile tak naprawdę ml tracimy co miesiąc, często pomocne na wizycie u ginekologa.
- łatwy w czyszczeniu
- nie podrażnia, nie wysusza
- można w nim uprawiać każdy sport bez obaw (drogie kobiety, pamiętajmy, że miesiączka to nie jest czas na wielki wysiłek i naprawdę przez te kilka dni można odpuścić intensywne treningi i zadbać o spokój)
- zmniejsza bolesne miesiączki

Cena dość wysoka, 129,99zł 


Używacie kubeczka czy dopiero przymierzacie się do testów?
Co myślicie o kubeczku?
Gdyby były jakieś pytania chętnie odpowiem z własnego doświadczenia.


JESIENNY MANICURE Z EFEKTEM PŁYNNEGO METALU

JESIENNY MANICURE Z EFEKTEM PŁYNNEGO METALU

Cześć!

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam pić jesienią kakao zamiast kawy. Jest pyszne, zawiera dużo magnezu i zdecydowanie poprawia nastrój w szare dni.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać jesienny manicure w kolorze kakao! Jest to odcień Maja Sablewska #LoVe 7. Jest może nieco liliowy, ale mi przypomina kakao, takie bardzo jasne.

Żeby nie było zbyt nudno, dodałam płatki Alu Flakes, dzięki czemu manicure nabiera efektowności.




Na początku miałam problem z nałożeniem płatków Alu Flakes - wyglądem przypominające płynny metal po utwardzeniu. Jednak się udało :) zalałam sobie skórki topem, po czym musiałam piłować i doszło do zranienia. No cóż nie zawsze wszystko się udaje idealnie.

Raz wychodzi lepiej a raz gorzej. Widocznie to nie był "mój" dzień na nakładanie hybrydy.

Jak Wam się podoba taki delikatny manicure na jesień?
Znacie kolekcję LOVE Mai Sableskiej? 


Copyright © 2014 ZUZANNASTYLE , Blogger