DUET KOSMETYCZNY BIOLAVEN I VIANEK

DUET KOSMETYCZNY BIOLAVEN I VIANEK

Cześć!
Ostatnio otworzyłam szampon Vianek i krem do rąk Biolaven, które miałam w zapasach od konferencji Meet Beauty.
Staram się najpierw zużywać kosmetyki, które aktualnie mam w łazience a dopiero potem sięgać po nowe, jeszcze nie zaczęte opakowania.
Jeden z tych produktów mnie zachwycił bardziej, drugi troszkę mniej... ciekawi jesteście który?
Zapraszam do czytania...


NAWILŻAJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW SUCHYCH I NORMALNYCH VIANEK


Szampon Vianek, dostępny aż w 300ml butelce... na moje włosy... hmm chyba się przeterminuje, ponieważ ważność produktu to 3 miesiące od otwarcia. A jak wiecie, moje kudełki są bardzo krótkie teraz.. Tak przez miesiąc troszkę urosły, ale cholera mimo wcierek nie ma ani śladu babyhair:( dlaczego?

Skład szamponu bardzo fajny :) szampon jest delikatny i moje włosy myje dobrze, w sumie przy tak krótkich, recenzja szamponu to niezłe wyzwanie, bo nie wiem czy nawilża i czy np. nie plącze kudłów, ale moim zdaniem jest całkiem fajny. Zapach jakiś tam minimalny. Jednak jeśli jesteście ciekawe, czy kupię ponownie? To raczej nie. Przy tak krótkich włosach naprawdę to dla mnie nie opłacalne.
Bez obawy mogę używać na włoskach mojej córki :)

ODŻYWCZY KREM DO RĄK BIOLAVEN


Powiem tak, nie będę owijać w bawełnę! Krem jest rewelacyjny! Świetnie nawilża, ładnie pachnie, dobry skład. Produkt polski. Dla mnie same plusy, na pewno wrócę do tego kremu.
Nie widzę sensu się rozpisywać, po prostu polecam za super działanie nawilżające. Moja skóra dłoni jest szczególnie podatna na wysuszenie więc krem naprawdę spełnia swoje zadanie :)

Które kosmetyki Biolaven lub Vianek polecacie?

Miałam krem pod oczy Vianek - średni oraz balsam Biolaven lawendowy - też bez szału.
Z DŁUGICH WŁOSÓW NA KRÓTKIE - RADYKALNE CIĘCIE - METAMORFOZA

Z DŁUGICH WŁOSÓW NA KRÓTKIE - RADYKALNE CIĘCIE - METAMORFOZA

Chcecie się dowiedzieć dlaczego obcięłam włosy i to tak radykalnie? Zapraszam do czytania. Jeśli nie, kliknij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ;)



Skoro tu jednak jesteś, to coś cię mimo wszystko zaciekawiło.

Włosy, włosy, włosy, ach te włosy! Im dłuższe tym lepiej, najlepiej takie sięgające do tyłka. Przecież to esencja kobiecości. Wszak bez bujnej czupryny jesteśmy antykobiece i jakieś takie już totalnie nie atrakcyjne. Co za banał!

To będzie taki trochę post o moim wkurzaniu się. Wkurza mnie podejście niektórych ludzi, choć powinnam to zupełnie zlewać, nie do końca tak się stało... choć są tego wielkie plusy. Taka banalna rzecz jak obcięcie włosów pokazuje nam, z jakimi osobnikami obcujemy i czy warto?

Moje włosy od zawsze żyły swoim życiem, raz że nigdy nie chciały się układać tak jak bym sobie tego życzyła, dwa to, że farbowania zawsze, albo często wychodziło niezbyt dobrze. Nie ważne czy płaciłam 20zł u znajomej fryzjerki czy dobrze ponad 200zł.

Ostatnio moje włosy nie miały się dobrze, w sumie nadal niezbyt mają...
W styczniu biedaki zostały zdekoloryzowane, zamarzyło mi się sombre... no i totalnie do bani wyszło. Było ładnie jak wróciłam prosto od fryzjerki, a potem po kilku myciach katastrofa, żółtko rozbite na głowie.Ochładzanie odcienia nie wiele dało. Wyglądałam jakbym chora była:/

Nosiłam wiele lat blondy i to na długich włosach do łopatek... niektórzy nawet te czasy pamiętają i wiem, że to co miałam na początku roku na głowie, blondem się nie nazywało.

No więc co tu robić, co tu robić? Henna! Yeaaah! Miałam takie piękne włosy po hennie, dobrze się układały, przestały wypadać i ten połysk. Ale to było 2 lata temu nie teraz :/
Raz zrobiłam, no ok wypłukała się do rudości. Zrobiłam to samo i kurczę znowu powtórka z rozrywki.
Lekko zdesperowana sięgnęłam po farbę chemiczną dwukrotnie i to był gwoźdź do trumny.
Włosy były w stanie agonalnym, nie pozostawało nic jak tylko koczki i tak też chodziłam.

Pewnego pięknego dnia olśniło mnie! Ścinam!!!



Ale żeby nie było, nie jestem osobą.. (a może jestem) która podejmuje decyzje pod wpływem impulsu, więc odczekałam ponad miesiąc z tą decyzją, biorąc wszystkie za i przeciw.

Bilans cały czas wychodził dodatni.

No więc postanowione, choć nie powiem, ścięcie jakiś 30cm to nie lada wyczyn i stresowałam się jak na jakimś egzaminie, który sama sobie postanowiłam zrobić.

Ale jak to mawiam ja... sama już nie wiem gdzie to usłyszałam, czy sama wymyśliłam: WŁOSY NIE ZĘBY- ODROSNĄ!

Ścięłam pomyślnie włosy dwukrotnie, aż doszłam do poziomu moich naturalnych kudełek... wow naturalnych, nie wierzę :)

To, że już nie muszę ich farbować jest dla mnie wielkim plusem, nie muszę ładować chemii na skórę głowy, z henną nie zamierzam się już bawić.

Naturalna pielęgnacja wchodzi mi w krew - ostatnio myję włosy naparem z mydlnicy lekarskiej, szczerze to nie widzę żadnej różnicy między normalnym szamponem a mydlnicą. Włosy są identycznie czyste :) a jaka satysfakcja, że nie niszczę środowiska, nie wpływam negatywnie na swoje zdrowie, nie muszę wyrzucać plastikowych opakowań więc nie śmiecę. Napar robię w szklance :)

Sporo osób było mocno zszokowanych, niektórzy dawali takie teksty, że czasami żałuję, że w ogóle takie osoby znam.
Wychodzę z założenia, że jak się komuś coś nie podoba nie musi patrzeć. Wkurza mnie też to dlaczego niby miałabym się tłumaczyć ze swojej decyzji? Nie mam takiego obowiązku.

Nie łatwo było się przyzwyczaić do nowego odbicia w lustrze :) mam jednak satysfakcje, że włosy teraz będą w dużo lepszej kondycji. Dbam o nie zewnętrznie i wewnętrznie :)

Przy okazji ścięcia włosów zobaczcie co się uwidoczniło...


Mam kolorowe włosy! Hahaha :) to dopiero psikus, wiedziałam, że mam jakieś jaśniejsze pasemka, ale że aż tak?
Sporo osób myślało, że to jakaś nie ścięta jeszcze farba :) a tu czysta natura. Szczerze to nie wiem skąd powstaje coś takiego, że całość ciemny blond i kilka plamek jasnego blondu.
Widocznie jestem totalnie wyjątkowa :) ;)

Moja zmiana była radykalna to prawda, niektórym się podoba innym nie.
A czy wy byście się odważyły na takie cięcie? Bo sporo osób mi powiedziało, że jestem mocno odważna. Dla mnie synonimem odwagi są zupełnie inne rzeczy... ale to już temat na osobny post.


Co jakiś czas będę robić aktualizację włosową i pisać Wam jak się moje włoski miewają :)








ZMYSŁOWY CUKROWY PEELING DO CIAŁA DIY

ZMYSŁOWY CUKROWY PEELING DO CIAŁA DIY

Cześć!
Ja jak zwykle z opóźnieniem na blogu, ale ciągle coś... w końcu jednak dodaję przepis na peeling.
Mówię Wam jest mega!
Świetnie wygładza skórę, pielęgnuje, poprawia koloryt i nieziemsko pachnie. Jest wykonany tylko z 4 składników i jest mega łatwy do zrobienia.


CUKROWY PEELING DO CIAŁA O AROMACIE DRZEWA SANDAŁOWEGO


PRZEPIS NA DOMOWY PEELING CUKROWY

 Składniki:

cukier - 4 łyżeczki
olejek ze słodkich migdałów - 3 łyżeczki
olejek z nasion marchwi - 2 łyżeczki
olejek eteryczny z drzewa sandałowego - 4 krople

Taka ilość spokojnie powinna starczyć na całe ciało, możemy oczywiście zwielokrotnić ilość, lecz uważam, że im kosmetyk domowej roboty świeższy tym lepiej. Choć ten za bardzo nie ma powodów do psucia :)


Do zrobienia peelingu przygotowałam sobie wszystkie składniki wraz ze słoiczkiem i łyżeczką.

Wsypałam cukier, ja użyłam brązowego...


Następnie dodałam olej ze słodkich migdałów... można też dodać inny, ale ten mi wyjątkowo przypasował do ciała...


Kolejnym krokiem było dodanie oleju z nasion marchwi.... oraz kilku kropel olejku eterycznego z drzewa sandałowego....



Wszystko wymieszałam w słoiczku... gotowy peeling prezentuje się tak...



Jestem bardzo zadowolona z takiego połączenia składników. Taki peeling nie dość, że świetnie ściera i wygładza, to dodatkowo nawilża i odżywia skórę.
Aromat z drzewa sandałowego jest niesamowicie zmysłowym zapachem, który uwielbiam w perfumach i kojarzy się z czymś ciepłym, zmysłowym... totalny relaks dla ciała i ducha.

Oczywoście możemy sobie modyfikować przepis dodając inne olejki eteryczne. Eukaliptusowy nas odświeży, pomarańczowy pobudzi i zrelaksuje, z drzewa herbacianego podziała antybakteryjnie i oczyszczająco na skórę... jest tak wiele możliwości :)

Jak Wam się podoba przepis? Prosty prawda?

WAKACYJNY PORADNIK URODOWY CZ.1 - NATURALNA OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA

WAKACYJNY PORADNIK URODOWY CZ.1 - NATURALNA OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA

Witam wakacyjnie!
Dzisiejszy wpis poświęcę naturalnej ochronie przeciwsłonecznej. Od razu zaznaczę, że wpis nie zainteresuje osoby, które  dosłownie szpachlują skórę filtrem, nie pozwalając słońcu dobroczynnie działać na naszą skórę.
Wbrew panującej opinii, opalanie może być zdrowe i jest nam potrzebne.

NATURALNE FILTRY PRZECIWSŁONECZNE ZAWARTE W OLEJACH


Ostatnio trwa moda na olejowanie włosów, ciała, twarzy. A czy wiecie, że oleje zawierają  naturalnie filtr przeciwsłoneczny?


Ochrona przeciwsłoneczna zależy jakiego oleju użyjemy.

Ja jestem osobą o średniej karnacji w kierunku jasnej. Opalam się długo, na kolor żółto-brązowy, jednak opalenizna też utrzymuje się po wakacjach kilka miesięcy.

Ostatni raz specyfiku z filtrem użyłam będąc w Egipcie kilka lat temu. Użyłam bodajże wtedy 12-tki i się nie zjarałam.

Oczywiście skóra która kompletnie nie jest przygotowana na słońce i wystawimy ją nagle na kilkanaście czy kilkadziesiąt minut pełnej ekspozycji grozi poparzeniem. Pamiętajmy, że im jaśniejsza skóra, tym większe ryzyko silnych oparzeń.

Moja filozofia ochrony przed słońcem to przede wszystkim - nie szkodzić!

Osobiście uważam, że smarowanie się filtrem z faktorem 50 jest totalnym zalepianiem skóry. Ja bym się w życiu nie opaliła na tak wysokim faktorze, mam już problemy przy filtrze ok 10.

Bardzo lubię opalanie na oleje, skóra opala się ładnie, bez poparzeń i dzięki olejowemu zabezpieczeniu nie traci wilgoci, przez co unikamy wysuszenia skóry.

To jakiego oleju użyjemy zależy od naszego fototypu. Mniej więcej wiemy ile możemy sobie pozwolić. Mimo wszystko kąpiel słoneczną zalecam od 10-15 minut na początek. Później czas stopniowo wydłużamy. Pamiętajmy, że ochrona z melaniny, którą produkuje nasza skóra tworzy się kilkadziesiąt godzin. Po tym czasie możemy czas ekspozycji stopniowo wydłużać.

JAKI OLEJ MA JAKI FAKTOR? 


Moje ulubione ulubione to : kokosowy, z nasion marchwi oraz masło shea

Olej z nasion marchwi - SPF ok 40
Olej kokosowy - SPF 2-10
Masło Shea - SPF ok 10

Inne oleje także posiadają filtry przeciwsłoneczne, co pokazuje niniejszy obrazek ze strony...


W domu posiadam jeszcze oliwę z oliwek, olejek ze słodkich migdałów, olejek jojoba... naprawdę mam w czym wybierać.

Jak widać oleje nie tylko mają własności pielęgnujące ale także i ochronne. Jestem zdecydowanie fanką opalania na oleje.

FILTRY MINERALNE

Filtry mineralne także zapewniają ochronę przed UVA oraz UVB.

dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) chroni przed UVA i UVB
tlenek cynku (Zinc Oxide) chroni przed UVA

Najlepiej kiedy oba te tlenki są ze sobą połączone, co ma miejsce między innymi w podkładach i korektorach mineralnych Annabelle Minerals.



Tworząc makijaż warto oprószyć sobie takiem podkładem/korektorem ramiona oraz kark, ewentualnie dekolt, czyli tam gdzie słońce operuje najmocniej (tzw. tarasy słoneczne) tam skóra najszybciej ulega poparzeniom, jeśli po prostu przebywamy na słońcu bez leżakowania.

Sama doskonale się przekonałam na początku czerwca, gdzie niezbyt dokładnie nałożyłam podkład mineralny przy nasadzie włosów. Skóra w tym miejscu była mocno czerwona i po tygodniu zaczęła się łuszczyć. Także warto dokładnie robić makijaż kosmetykami mineralnymi, dokładnie nałożyć podkład/korektor na nos, czoło - czyli tam gdzie najmocniej opalamy się na twarzy.

Nie polecam stosowania kremów ze składem przypominającym tablicę Mendelejewa.
Pamiętajmy też, ze w cieniu również można się poparzyć. Promienie słoneczne odbijają się od podłoża i w zależności jakie będzie odbijają się od niego opalają a nawet parzą skórę.
Najbardziej niebezpieczne jest długie przebywanie nad wodą, musimy skórę porządnie zabezpieczyć.

Także godzina seansów słonecznych ma znaczenie. Najbezpieczniej opalamy się do godz 10 rano oraz po godzinie 17. Także w tych godzinach opalenizna, którą nabędziemy będzie najtrwalsza.
Przebywanie w godzinach południowych nie tylko grozi poparzeniem ale i omdleniem, odwodnieniem, udarem słonecznym.

Ochrona głowy to podstwa bezapelacyjnie, szczególnie dzieci i osoby o jasnych włosach.

Chronić się także możemy ubraniem, najlepszy jest len, delikatna bawełna. Unikamy materiałów syntetycznych.

Dużo pijemy!

Myślę, że mogłabym się jeszcze długo rozpisywać. Postaram się już powoli kończyć.
Kąpiele słoneczne są nam potrzebne. Słońce jest najważniejszym źródłem witaminy D3 która jest niezbędna a w naszej szerokości geograficznej ponad 90% ludzi ma jej znaczący niedobór.
Witamina D3 potrzebna jest nam nie tylko dla mocnych kości i zębów, ale także dla osób cierpiących na obniżenie nastroju, depresję, Hashimoto, wspomaga odporność organizmu, usprawnia działanie układu nerwowego i mięśniowego. Co ważne hamuje namnażanie komórek rakowych.

Zresztą sami widzimy jak się czujemy w pochmurny deszczowy dzień a jak w piękny słoneczny, jest różnica prawda?

Ze słońca należy korzystać rozważnie, z jednej strony nie można zalepić skórę filtrem na amen, ponieważ skóra nie będzie syntetyzować wit D z drugiej unikamy poparzeń i opalamy się tak aby sobie nie zaszkodzić.

Jak we wszystkim umiar najważniejszy, skrajność w jedną bądź drugą stronę na pewno nie wyjdzie nam na zdrowie.

Mam nadzieję, że wpis pomógł Wam poszerzyć wiedzę odnośnie naturalnych filtrów a także jak się opalać aby sobie  nie zaszkodzić a wspomóc.

A Wy po jakie filtry najczęściej sięgacie? Korzystacie z dobrodziejstw natury czy wolicie gotowce kosmetyczne?



KOSMETYKI KTÓRE ZADBAJĄ O NASZE STÓPKI LATEM - NIVELAZIONE FARMONA

KOSMETYKI KTÓRE ZADBAJĄ O NASZE STÓPKI LATEM - NIVELAZIONE FARMONA

Cześć!
Dzisiaj pokażę Wam, fajne produkty Nivelazione #nowestopyNivelazione, które otrzymałam po konferencji Meet Beauty.
Dobrze, że zdjęcia zrobiłam wcześniej, bo krem do stóp jest już prawie na wykończeniu, jakkolwiek to brzmi.

Produkty przyszły w bardzo fajnym pudełku, bardzo mi się podobało :) nie standardowy box tylko fajne tekturowe pudełko z surowym sznurkiem.

stopy nivelazione farmona

W pudełku znajdowały się 3 produkty.

1. Dezodorant do stóp i butów
2. Krem w sprayu do stóp
3. Intensywnie regenerująca kuracja s.o.s. do stóp - inaczej krem do stóp z mocznikiem


Powiem tak, z wszystkich produktów najbardziej zadowolona jestem z kremu.

Krem świetnie nawilża stopy, między jednym a drugim pedicure spokojnie można wytrzymać 2 tygodnie bez ścierania naskórka. Kremem smaruję pięty i wszędzie tam gdzie gromadzi się nadmiar naskórka. Smarować najlepiej rano i wieczorem. I uwaga jeśli jesteśmy systematyczni, nasze stópki są w naprawdę super stanie, wystarczy kilka razy zapomnieć i naskórek niestety zaczyna rogowacieć. Wiadomo, krem nie będzie działać jak nie będzie używany.

Dezodorant do stóp i butów sprawdził się świetnie podczas upałów. Odświeża zarówno stopy jak i obuwie.

Zapach nie za bardzo mi odpowiada, ale działa skutecznie. Trzeba około 2 minut po psiknięciu odczekać aby dezodorant wysechł, na szczęście dzieje się to bardzo szybko.

Na okres letni super ale i sprawdzi się świetnie do adidasów i do cieplejszych butów w okresie jesienno-zimowym.

Krem w sprayu to zaskoczenie, na początku kompletnie nie mogłam się przyzwyczaić. Teraz sięgam po niego częściej. Nie nawilża tak super jak krem regenerujący z mocznikiem, ale daję ulgę wysuszonym stopom. Jest to szybkie rozwiązanie i wygodne. Nic nie wsmarowuje, po chwili się po prostu wchłania.

Wielka brawa dla firmy Farmona za kosmetyki Nivelazione! Kiedyś byłam dość sceptyczna co do tej serii, teraz spokojnie będę jej używać. Choć wolałabym naturalniejsze składy, to póki co dla stóp alternatywy za bardzo nie widzę.
Moje drogie a co Wy polecacie do stóp? Macie szczególnie ulubione kosmetyki do pielęgnacji? Chętnie poznam wasze typy.








FOTOKSIĄŻKA SAAL-DIGITAL

FOTOKSIĄŻKA SAAL-DIGITAL

Cześć!
Sporo z Was wie, że uwielbiam fotografię... Zdjęcia przyrody, lotnicze, portretowe i oczywiście teraz uczę się fotografii produktowej.
Dzięki Saal-Digital.pl miałam możliwość przetestowania foto książki. Wybrałam kilka zdjęć i czekałam na realizację zamówienia.

Począwszy od okładki, aż do ostatniej strony książka jest w zdjęciach mojego autorstwa.

Na okładkę wybrałam sobie jedno ze zdjęć, które zrobiłam 2 lata temu w wakacje na wsi późnym wieczorem...


Moja fotoksiążka ma wymiar zeszytu. Oprawę wybrałam błyszczącą, choć teraz myślę, że lepszy będzie mat.

Zdjęcie z Air Show z 2015 roku... wtedy zrobiłam kilka tysięcy zdjęć :) w tym roku też zamierzam. 


Moja ukochana córka Weronisia :)


Jedno ze zdjęć z sesji, które robił Marcin z emotionimage.pl


A to zdjęcie sprzed 2 lat robione przez mojego super prywatnego fotografa ;) <3


Zdjęcie zdjęcia nie do końca odda, wiadomo. Kąt padania światła nie pomaga tutaj dobrze pokazać jak zdjęcia wyglądają w rzeczywistości.

W sumie moja książka zawiera 13 zdjęć. Do testów w sam raz. Jednakże kwota 100zł za 13 zdjęć to dla mnie zdecydowanie za dużo.

Gdyby było taniej, z pewnością bym korzystała aby wspomnienia umieszczać w foto książkach bo jakość i wykonanie są naprawdę w porządku. Jednak gdybym chciała umieścić 50-100 zdjęć kwota rośnie znacząco.

Na co dzień robię sporo zdjęć i zamawianie foto książek groziłoby mi bankructwem.
Polecam za jakość. Jest naprawdę do polecenia.

Korzystacie z foto książek?

HIMALAYA - CZY SĄ TO KOSMETYKI WARTE UWAGI?

HIMALAYA - CZY SĄ TO KOSMETYKI WARTE UWAGI?

Cześć!
Dzisiaj opowiem Wam o kosmetykach marki Himalaya, które mogłam przetestować. Dostałam się do zacnego grona testerek i nie ukrywam, że bardzo fajnie było poznać markę. Nie raz widziałam te kosmetyki na półkach sklepów ale jakoś nigdy nie kupiłam.
Po otrzymaniu pudełka z przesyłką z wielką radością rozpoczęłam testy.


Na pierwszy ogień poszła pasta do zębów :)

HIMALAYA HERBALS SPARKLY WHITE - ZIOŁOWA PASTA DO ZĘBÓW



Pasta niby jak to pasta, na rynku mamy ich setki jak nie tysiące, ale ta mi się spodobała, a więcej dlaczego? Po pierwsze ma przyzwoity skład. Tak, czytam składy past do zębów i szukam tych, które nie zawierają fluoru. Może nie wiecie ale fluor jest bardzo szkodliwy, dopiero zaczyna się o tym mówić.
Fluor jest szczególnie toksyczny dla dzieci i dla osób chorujących na tarczycę.

Smak pasty jest super, bardzo delikatny. Moja córka polubiła go bo jest trochę słodki :)

Pasta jest też w 100% wegetariańska, hmm no tu akurat nie bardzo rozumiem ale ok :) gdyby była wegańska rozumiałabym, że nie ma składników pochodzenia zwierzęcego, ale wegetariańska?

Pasta nie zawiera też oprócz fluoru parabenów, czyli konserwantów. Generalnie ma mniej chemii mówiąc łopatlogicznie :)

Pasta decydowanie mi przypadła mi do gustu i jeśli nie będzie mi się chciało robić mojej samoróbki z 4 składników to kupię Himalaya.

Aaaa czy wybiela? To dość trudne pytanie. Cóż piję sporo kawy i jakiej pasty bym nie używała to moje kły nie mają hollywoodzkiego uśmiechu. Coś za coś.


Ząbki wyszorowane to bierzemy się za mycie twarzy...


Zanim zajmę się recenzją pianki muszę Wam wyjaśnić co to jest Neem.

Neem jest to inaczej miodla indyjska. Doskonale znam jej zapach ponieważ kupowałam sproszkowane liście neem i używałam jako maseczki do skóry głowy.

Neem to drzewo rosnące na kontynencie Indyjskim, od tysiącleci jest jednym z najpopularniejszych ziół w tradycyjnej medycynie indyjskiej.
Wykorzystuje się je w ajurwedzie, te szczególnie ostatnio jest mi bardzo bliska <3 żałuję, że my Europejczycy nie poznaliśmy wszystkich technik i zasad, które są stosowane w Indiach. Cudowne naturalne środki dla zdrowia i urody.

Dobra wracając bo zamiast pisać o neem zaczynam schodzić z tematu...

Neem posiada bardzo wiele właściwości leczniczych. Można stosować zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie.

Liście Neem można używać w leczeniu chorób skóry, trądziku, ran, odleżyn...
Kwiaty Neem posiadają właściwości antypasożytnicze i ściągające
Kora Neem pomaga zwalczyć np kaszel, pomaga się pozbyć pasożytów wewnątrz organizmu, działą także leczniczo na skórę.
Owoce Neem pomagają usuwać toksyny i pasożyty z organizmu.
Nasiona Neem odtruwają organizm, można z nich produkować olej, który może być bazą dla wielu kosmetyków.

W naprawdę wielkim skrócie przedstawiłam właściwości tej cudownej rośliny.
Ma naprawdę same zalety i dodawanie jej do kosmetyków to naprawdę świetny pomysł.

HIMALAYA HERBALS NEEM FOAMING FACE WASH - PIANKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY



Pianka ma swój ładny i specyficzny zapach, ja go polubiłam. Myje skórę twarzy dość dokładnie, lekko ściąga ale nie wysusza jej na wiór.
Jeśli dostanie się do oczu trochę mogą piec. Radzę omijać.
Pianka spełnia swoje zadanie, tylko wydaje się trochę mało wydajna.

HIMALAYA HERBALS PURIFYING NEEM SCRUM - OCZYSZCZAJĄCY PILING



Peeling bardzo dobrze ściera naskórek, jest raczej gruboziarnisty i czy sprawdzi się do cery delikatnej, nie wiem? Do mojej mieszanej cery sprawdza się znakomicie i bardzo go polubiłam. Skóra po jego użyciu jest porządnie oczyszczona i świetnie przygotowana do dalszej pięlegnacji.
Cóż nie będę wymyślać tutaj mega długiej recenzji. Po prostu dobrze ściera i tyle :) i o to chyba chodzi prawda? Nie podrażnia, nie uczula.

HIMALAYA HERBALS PURIFYING NEEM MASK



Oczyszczającą maseczkę Neem używam po wykonaniu oczyszczającego peelingu, maseczka gładko się rozprowadza, a dzięki zawartości glinki świetnie radzi sobie z nadmiarem sebum, kurkuma działa natomiast odkażająco. Plus oczywiści zawartość miodli robi swoje.
Maseczka super, szkoda, że składowo nie całkiem naturalna ale da się przeżyć. Polecam, na mnie działa rewelacyjnie. Skóra gładka, oczyszczona i rozjaśniona.

HIMALAYA HERBALS - KREM INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE Z OLEJKIEM ZE SŁODKICH MIGDAŁÓW I WITAMINĄ E



Porządny nawilżacz, jednak u mnie do skóry twarzy się nie nadaje, święcę po nim jak latarnia morska, ale do ciała już owszem :)
Nawilża, dobrze się wchłania, tani jak barszcz, polecam się z nim zaprzyjaźnić. No i w słoiczku, więc wszystko można zużyć.

Podsumowując kosmetyki Himalaya to cieszę się, że mogłam na spokojnie przetestować ich działanie i do niektórych za pewne będę wracać.

Bardzo dobrze oczyszczają skórę twarzy :)

Który kosmetyk Himalaya najbardziej przypadł Wam do gustu? Co jeszcze możecie mi polecić?

Copyright © 2014 ZUZANNASTYLE , Blogger